O autorze
Wychowuje, podróżuje, fotografuje, człowiek renesansu. Woli zabrać córkę do wioski indiańskiej w Peru, niż o niej opowiadać.

"Zastanawialiście się, że bycie samotnym ojcem może być upokarzające? Otóż może"

Prawo autorskie: shalamov / 123RF Zdjęcie Seryjne
- Oo! Bardzo mnie cieszy, że pan dzwoni. Chętnie wynajmiemy panu to mieszkanie. Wszystko tak, jak się umawialiśmy. Ma pan psa?
- Nie - odpowiadam.
- To dobrze, bo pies to śmierdzi i zniszczenia w domu robi. Czyli sam będzie pan mieszkał?
- Nie z córką, we dwoje.
- Uu, to niestety, musimy się jeszcze zastanowić...
- Dlaczego!? Coś nie w porządku? Jestem ojcem wychowującym pięcioletnią córkę. To gorzej niż pies?
- No niestety, przykro mi.

Rozmowa jest autentyczna, a co gorsza, ta upokarzająca sytuacja spotkała mnie już wiele razy. Zastanawialiście się, że bycie ojcem "mono" może być upokarzające? Otóż może.

Wiele, ostatnimi czasy, można przeczytać o sytuacji samotnych matek. Są marginalizowane, ich położenie poziomem trudności przypomina zimowe wejście na ośmiotysięcznik, nikt się z nimi nie liczy, mają trudności ze znalezieniem pracy. Ale ich sytuacja nie zawsze jest taka zła. Są wspierane przez różne organizacje, fundacje odzyskujące alimenty od nie płacących ojców i są niesione głosem ludu, gawiedzi komentującej bezrefleksyjnie artykuły na temat ich złej sytuacji. Golem został zbudowany: samotna - matka, alimenty - ojciec, pokrzywdzona - matka, nieodpowiedzialny - ojciec.

Mono - tata nie ma łatwo. Mieszkanie z cytowanej powyżej rozmowy, chciałem wynająć zaraz po tym, jak zostaliśmy z córką wystawieni za drzwi. Wtedy jeszcze czułem upokorzenie, które spotykało mnie praktycznie wszędzie. Ja to dopiero miałem problem ze znalezieniem pracy! Takiej, żebym mógł córkę z przedszkola na czas odebrać. Wykłady na uczelni jeszcze jakoś uchodziły ze śpiącym dzieckiem na kolanach, ale w innych sytuacjach tak łatwo już nie było.


Na mono - tacie ciąży nieustanny obowiązek udowadniania, że nie jest wielbłądem, przy ciągłej dbałości o wychowanie dziecka, nie ma miejsca na błąd. Sprawy w sądach trwają latami, kiedy ojciec domaga się swoich praw. A są sytuacje, kiedy role są odwrócone, kiedy to matka jest nieodpowiedzialna, a ojciec chce wychowywać dziecko. Sądy nie chcąc tworzyć miejsca na precedensowe sytuacje, nie mają odwagi orzekać na rzecz ojców. Powołują kolejnych biegłych, RODK, którzy niejednokrotnie w swoim braku kompetencji demolują psychikę zarówno dziecka, jak rodzica. W żadnym wypadku nie chodzi o dobro dziecka, tego mi nikt nie wmówi.

Patologia musi sięgnąć najniższej fazy alkoholizmu i przemocy fizycznej, żeby betonowe instytucje przestały dzwonić łyżeczką w kawie i zajęły się sprawą. Czyli w skrócie, musi dojść do tragedii. Potem dopiero mówi się: "ooo, taki biedny ten tata, bez wsparcia został..."

Tak, bo samotny ojciec jest naprawdę samotny. Nawet w kiosku, gdzie jest prasa dla mam, a dla ojców nie. W internecie znalazłem jeden sensowny portal dla ojców (fathers.pl) i to byłoby tyle. Artykuły dla mam, sto porad dla mam, stowarzyszenie samotnych matek, matki pod sejmem... Byłem w jakiejś tam fundacji wspierającej walczących ojców, ale oni nie zrobili na mnie wrażenia. Na hasło "kobieta" mieli swastyki w oczach i proponowali mi wyjazd na turecką część Cypru, gdzie nie będą mnie ścigać prawem europejskim. Paranoja.

Sądy też nie sprzyjają, co jest powszechnie wiadome, ale tym się nie mówi. Walczące matki częściej spotykają się ze zrozumieniem otoczenia, wspierających instytucji i ogólnego zdania nie mającej nic do powiedzenia tłuszczy internetowych komentatorów i hejterów, podczas gdy to dopiero problem walczących ojców jest marginalizowany.

Czasem odnoszę wrażenie, że mam korzystać z danego mi czasu i napakować dziecko miłością, wiedzą i wsparciem, bo po wyroku sądu taka okazja może się szybko nie powtórzyć! Dziecko zostanie wysłane na brutalną konfrontację z rzeczywistością tego drugiego świata i nikt nie dba o to, czy ono jest na to gotowe. Fakt pojawiania się po kryjomu w szkole z obcinaczem do paznokci i kanapkami stał się dla mnie normalnością, którą być nigdy nie powinien. A muszę to robić, kiedy córka nie jest u mnie.

Mono - ojcowie wychowują swoje dzieci w pokornej ciszy, która potrzebna jest, by nie wystawiać się na ostracyzm i przede wszystkim skupić się na wychowaniu. Robią kanapki, szyją stroje na karnawał, smażą pączki na tłusty czwartek (moje wyglądały i smakowały, jak kartofle), jeżdżą na wakacje i tak samo, jak samotne matki mają dopasowane do sytuacji życie prywatne. I tak się zastanawiam, co jest trudnego w zrozumieniu sytuacji, że ojciec może znaleźć się w takiej sytuacji?

W analogicznej do sytuacji mono - matki, W której także potrzebuje zrozumienia i wsparcia, być może większego, bo w niektórych obszarach, chociażby te pączki, poradzi sobie gorzej. Trochę jesteśmy ofiarami tych ojców, niedorosłych facecików, którzy dzieci mają w nosie i nie chcą problemów, których przy pomocy braku wyobraźni i odpowiedzialności, sobie przysporzyli. Nie generalizujmy pojęć, a jeśli już, to mądrzej będzie "samotny rodzic".
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...